Jane powoli stara się dojść do siebie po wydarzeniach sprzed tygodnia, kiedy dociera do niej informacja, że Ereth został złapany. Czy dziewczyna naprawdę wyzbyła się wszelkich uczuć do niego? Czy kolejny zawód zmienią ją w coś nieobliczalnego?
Kolejny dzień minął jej na przeganianiu Alice z łóżka, co oczywiście kończyło się niepowodzeniem. Kotka ani myślała się ruszyć. Nawet gdy ją zrzucono po paru minutach wracała jak bumerang.
- Jesteś najbardziej leniwym kotem na świecie - warczała Jane, ale gdzieś w głębi duszy cieszyła się, że ma się czym zająć. Westchnęła i zrezygnowana opadła na łóżko obok pupilki.
- Wszystko się wali, Alice. Dobrze, że chociaż ty mi zostałaś.
Kotka miauknęła cicho i skuliła się w kłębek tuż przy ręce dziewczyny. Jane uśmiechnęła się i pogłaskała ją delikatnie po grzbiecie.
Istotnie, jej życie powoli się waliło. Od czasu jej „wielkiego powrotu” minął ponad tydzień. Oczywiście pojawiła się na okładce Proroka Codziennego, bo jakże by inaczej. Od czasu zniknięcia była tematem numer jeden na ustach czarodziei. „Początkująca Aurorka zaginęła”, „Porwanie czy ucieczka?”, „Co się stało z Jane Clove?”, „Najlepszy wynik na RASM-ach powodem zniknięcia córki aurora?”, „Śmierć czy pospieszna ucieczka?”... Takie i wiele innych tytułów pojawiało się w nagłówkach wszystkich gazet od Proroka Codziennego aż po Żonglera. Nikt jednak nie wiedział, że „Dziewczyna, Która Wróciła, Aby Bronić Ministerstwa” tak naprawdę wolałaby już nigdy nie wrócić. Nie widzieć tego, co widziała. Zerknęła na gazetę i po raz kolejny przeczytała ten artykuł.
Wielki powrót Jane Clove! Jakie są jego powody?
Jane Clove - dziewczyna, którą jak dotąd uważano za martwą, powróciła w wielkim stylu!
Po niemal tygodniowym zniknięciu ni stąd ni zowąd pojawiła się w trakcie wielkiej wojny w Ministerstwie Magii. Wielu świadków potwierdza, że widziało ją miotającą zaklęciami na prawo i lewo. Ktoś inny twierdzi, iż widział jak pod koniec wojny Clove deportowała się nie wiadomo dokąd. Kilka godzin później znów zjawiła się w Ministerstwie, mówiąc, że chce znaleźć ojca i wyjaśnić parę spraw. Zaraz potem próbowaliśmy z nią porozmawiać. Powiedziała tylko:
- "Nie ma się czym martwić, jestem cała i wróciłam do domu. Gdzie byłam, to już nie wasz interes."
Czy początkująca aurorka wyruszyła na jakąś tajną misję? Czy może chciała wyrównać jakieś stare rachunki? Mgiełka tajemnicy otaczająca Jane staje się coraz gęstsza. Jeżeli chcemy dowiedzieć się czegoś jeszcze o naszej drogiej dziewczynie, powinniśmy chyba uzbroić się w cierpliwość. Postaramy się znaleźć dla Państwa odpowiedzi na pytania dotyczące naszej - z pewnością wschodzącej - gwiazdy.
Elizabeth Grant
Ze złością rzuciła gazetę w kąt pokoju. Oczywiście co jakiś czas pojawiał się u niej jakiś reporter, albo zapraszano ją na rozmowy do redakcji lub zrobienie kilka zdjęć, ale za każdym razem stanowczo odmawiała pokazów publicznych. Jeszcze tego brakowało, aby wystawiano ją jak najnowszy okaz smoka na dorocznej Smoczej Wystawie dla miłośników tych stworzeń. O nie, na pewno się na to nie zgodzi.
- Jane? Musimy porozmawiać.
Uniosła głowę i zobaczyła swojego ojca stojącego w otwartych drzwiach jej pokoju. Uśmiechnęła się delikatnie i usiadła, zapraszając go gestem do tego samego. Nawet nie zauważyła, kiedy wrócił z Ministerstwa. Dziwne jak czas szybko leci, kiedy się człowiek zamyśli. Mężczyzna usiadł obok i spojrzał jej głęboko w oczy. Zmarszczyła brwi. Robił tak za każdym razem, gdy czekała ich długa, poważna i szczera rozmowa.
- Co się stało, tato? - spytała.
- Posłuchaj... Czy może wiedziałaś coś o... jakiś... dziwnych kontaktach Erethiliona Nighta?
To pytanie bardzo ją zaskoczyło, a sam dźwięk jego imienia przyprawił o dziwny dreszcz. Czy oni wiedzieli? Skąd? Czy wiedzą, że to ona pozwoliła mu odejść? Czuła szybsze bicie swojego serca, ale w panice starała się nie unikać wzroku ojca. Musiała kłamać. Ale czy umiała grać na tyle dobrze, aby się nie zdradzić?
No cóż, zaraz się przekonamy, pomyślała. Ponownie zmarszczyła brwi.
- Jakich podejrzanych kontaktach? - zapytała ostrożnie dobierając słowa.
- No nie wiem, na przykład... czy kręcili się wokół niego jacyś podejrzani ludzie? Potencjalni śmierciożercy?
Wzięła głęboki oddech z trudem wytrzymując uważne spojrzenie jego brązowych oczu.
- Ja... nigdy czegoś takiego nie zauważyłam. To znaczy... nie potrafię ot tak odróżnić śmierciożercy od zwykłego czarodzieja. No wiesz... Tylko ty to potrafisz. Ja dopiero się uczę... - urwała. Przypomniało jej się, jak kiedyś usiłowała ukryć przed tatą słaby wynik testu z wróżbiarstwa. On wtedy roześmiał się i powiedział, że nie muszę tego przed nim ukrywać, bo słaba ocena z wróżbiarstwa to nic strasznego. Gdy spytała go skąd wie, powiedział: „Zawsze dużo mówisz i tłumaczysz kiedy kłamiesz”. Nie mogła pozwolić, aby tym razem zdradzić się w taki sposób. Jeżeli on już się zorientował, to po niej.
- Wiem, Jane. Ale może kiedyś zachowywał się... dziwnie. Był roztargniony albo nieswój akurat przed jakąś akcją śmierciożerców? - drążył temat ojciec. Pokręciła głową, aby się uspokoić, ale żeby wyglądało to na zaprzeczenie.
- Dlaczego mnie o to wszystko pytasz, tato? - Zmieniła temat na taki, który naprawdę ją interesował. Mężczyzna westchnął.
- Bo widzisz... dzisiaj udało nam się złapać grupkę młodych śmierciożerców, którzy próbowali zniszczyć mało uczęszczaną część Hogsmeade. Wśród nich był Erethilion.
Nie mogła złapać tchu. Po prostu płuca nie chciały pobrać tlenu. Ereth próbował zniszczyć Hogsmeade? A chciał ją przekonać, że nie jest zły! Kłamał. Okłamywał ją przez cały czas. Tak, już wszystko rozumiała. Oszukał ją. Przez cały czas była dla niego tylko przykrywką. No bo kto by podejrzewał chłopaka córki najlepszego aurora w kraju? W dodatku takiego, który wraz z nią uczył się w Akademii Aurorów? Jaka ona była głupia! Kolejny raz dała się nabrać jakiemuś chłoptasiowi o ładnych oczach. Znowu ją zwiedziono. Była wściekła i załamana zarazem. Miała ochotę rozwalić to wszystko. Cały świat. Chciała, żeby inni ludzie też zaczęli cierpieć. Chciała sprawiać im ból, tak jak inni sprawili ból jej. Nie wiedziała skąd u niej takie myśli. Chwyciła różdżkę, a po chwili znalazła się w starym, zniszczonym lesie. Wyschnięte gałęzie leżały dookoła, a suche od dawna pnie po prostu sterczały. Wściekła zaczęła rzucać zaklęciami na prawo i lewo. Musiała się wyżyć. Waliła pięściami w pnie drzew, kopała co popadło, krzycząc przy tym z wściekłości. Nigdy więcej. Już nigdy nikomu nie zaufa. Uklękła pośród wyrządzonych zniszczeń, dysząc ciężko. Za dużo przeszła. Nie potrafiła już być taka jak wcześniej. Czuła, że rodzi się w niej jakaś nowa Jane. Bezwzględna, twarda jak stal. Tak już zostanie. Nie będzie tą samą dziewczyną, co kiedyś. Od tej pory zamknie się w swoim własnym świecie. To koniec. Zerknęła na las. Na zniszczone, suche drzewa, walające się wszędzie gałęzie, kawałki kory i zwalone pnie. Nie. To dopiero początek. Erethilion przepełnił czarę goryczy. Już nigdy więcej łez. Nigdy więcej bólu. Zostanie aurorką. Najlepszą ze wszystkich. I zemści się na wszystkich śmierciożercach. Kara za jej cierpienia będzie straszna.
Tak jak ona.
***
- Jane, gdzie ty byłaś? - spytała matka podchodząc do niej. Wyraźnie chciała ją uściskać, więc się odsunęła. Nie miała na to ochoty.
- Zajmowałam się sobą - mruknęła, chcąc jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju.
- Jane, kochanie, słyszałam o Erethu. Wiem, ile on dla ciebie znaczył. Tak mi przykro, kochanie. - Ponownie się do niej zbliżyła, więc Jane znów się odsunęła.
- Nie ma ci po co być przykro. To tylko kolejny zamknięty rozdział.
- Jane, córciu... Co się z tobą stało? Zniknęłaś na kilka dni, a wracasz taka... inna. Ponura. Jane, błagam, nie zamykaj się w sobie. Nie rób mi tego, co zrobił twój brat. - Zobaczyła łzy w jej oczach, ale mało ją obchodziły. Ba! Wspomnienie o Larrym rozzłościło ją nie na żarty!
- To moja sprawa co ze sobą robię, jasne?! - wrzasnęła. - Zmieniłam się, jak każdy zresztą.
- Ale pamiętasz, co się stało z Larrym? Też chciał zajść wysoko, ale kiedy jego kolejna dziewczyna odeszła z jego przyjacielem, zamknął się w sobie. Zmienił się i w końcu wylądował gdzieś na ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Proszę, nie idź w jego ślady...
Nie słuchała jej. Po prostu wbiegła na górę i zatrzasnęła za sobą drzwi. Zamknęła oczy. Co się z nią działo? Czy rzeczywiście stawała się taka zimna? Dlaczego łzy mamy nie wzbudziły u niej współczucia, jak kiedyś?
"Zmieniłaś się, Jane. Choć nie powiem, żeby na lepsze.”
Odetchnęła.
Dobrze, że jesteś, pomyślała. Potrzebuję cię. Musisz mi pomóc. Ja... nie chcę stawać się taka, jaka się staję. Nie potrafię z tym walczyć... Co się dzieje?!
„Cii... spokojnie, Jane. Wdech, wydech, wdech, wydech... Żeby zrozumieć swoje zachowanie, musisz przejść do samego sedna sprawy. Zacznijmy od początku...”
Jakiego początku?
„Od pierwszego dnia Hogwartu...”
Szczerze mówiąc, trochę mnie zdenerwował ten rozdział. A mianowicie zdenerwowała mnie postać Jane, a dokładnie brak realizmu tego, co opisujesz. Bo tak, ona najpierw pędzi do lasu i świadomie zmienia się w zimną, chętną zemsty kobietę. A zaraz po paru dniach wraca do domu i przerażona myśli "o nie, o mój Boże, co się ze mną stało!". No nie pasuje mi to. Wydaje mi się, jakbyś koniecznie chciała cofnąć się o kilka lat do Hogwartu i nie wiedziałaś jak to zrobić, więc na szybko wymyśliłaś coś takiego i niech będzie. A tak nie może być, przy 9 części już powinnaś mieć wszystko coraz lepiej przemyślane i dopracowane.